Rabka-Zdrój i okolice

 


Wyjazd do Rabki-Zdroju planowany był pierwotnie na długi weekend bożociałowy i związany był z planem zdobycia Turbacza. Jednakże pewne perypetie spowodowały, że musieliśmy go odwołać. Na szczęście udało się pojechać na początku lipca, czyli w dniach 30 czerwca - 5 lipca 2025 r.

Dzień 1

Paproć, Rabka-Zdrój

Ponieważ wyjazd był w dzień wolny, a nie po pracy, a zameldowanie mogliśmy mieć dopiero od godziny 16, zaplanowałem odwiedzić jeszcze po drodze górę Paproć, która zalicza się do Korony Beskidu Wyspowego.


W związku z tym nie kierowaliśmy się na Zakopiankę, tylko do Limanowej, odwiedzając uprzednio Lidla w Niepołomicach.


Jako że na Paproć można wjechać prawie na sam szczyt, nie było to męczące, ale obfitowało na końcowym odcinku w emocje wynikające z wąskiej drogi (na jeden samochód) i sporego nachylenia jezdni. Udało się wjechać bez spotkania kogokolwiek, chociaż na Paproci ludzie mają domy.


Z tego miejsca na sam szczyt był krótki spacer.


Widoki są już na parkingu:

Widok na masyw Kamionnej (801 m.) w Beskidzie Wyspowym

obowiązkowy krzyż

jest wiata na imprezy
Szczyt Paproci jest gdzieś tu:


Ze swoimi 643 metrami Paproć jest najniższym szczytem wymaganym do Korony Beskidu Wyspowego. Jest to taka miejska góra pomiędzy Limanową a Tymbarkiem, od północy ograniczona doliną potoku Łososina, a od południa opadająca ku drodze krajowej nr 28 pomiędzy Mszaną Dolną a Limanową.

Pomimo karłowatości, z okolic szczytu roztaczają się panoramiczne widoki na Beskid Wyspowy w kierunku południowym:

Szczyty Beskidu Wyspowego - od lewej: Ostra (925 m.), Cichoń (926 m.) i wyłaniająca się nad nim Modyń (1029 m., pierwsze nasze wejście 15.06.2024) z wieżą widokową; na prawo od nich w oddali: Lubań (1211 m.) w Gorcach (również z wieżą) oraz Tatry

ciąg dalszy widoku z Paproci: dominująca Mogielica (1171 m., pierwsze wejście 14.06.2024, najwyższy szczyt Beskidu Wyspowego), z lewej strony majaczą Tatry, pomiędzy nimi a Mogielicą wyłania się Gorc (1228 m.) z sylwetką wieży widokowej

nieco dalej w prawo: Mogielica, Łopień (961 m., pierwsze wejście 13.10.2024) i Ćwilin (1072 m., pierwsze wejście 14.06.2024)

widok skrajnie w prawo: Ćwilin (1072 m.) i Śnieżnica (1007 m., pierwsze wejście 12.10.2024) rozdzielone przełęczą Gruszowiec (660 m.), nad którą wyłania się Babia Góra (1724 m.) w Beskidzie Żywieckim

Powróciwszy do auta, udaliśmy się w dalszą drogę, zahaczając w Limanowej o kolejnego Lidla. Następnym przystankiem była przełęcz Gruszowiec. Po drodze minęliśmy Starą Wieś, gdzie trwała jeszcze obława na Tadeusza Dudę. Wjazdu do wsi strzegł policjant uzbrojony w karabin.


Na przełęczy znajduje się kultowy "Bar pod Cyckiem", gdzie zazwyczaj wstępujemy na jedzenie, będąc w tych okolicach. Oferuje atmosferę z lat 90-tych i smaczne jedzenie.

przełęcz Gruszowiec i zbocza Ćwilina



Po posileniu się, udaliśmy się w podróż do miejsca docelowego.


Naszą bazą na kolejne 4 dni był Domek nad Poniczanką, który serdecznie polecamy. Link tu:


Bez wątpienia jest to jeden z dwóch najlepszych domków, jakie wynajęliśmy na bookingu. Niezwykle czysto, ale też stylowo, świetna lokalizacja, wygodnie i cały ogrodzony teren dla nas. Pola chce tam pojechać jeszcze raz - myślę, że znajdą się ku temu powody turystyczne :)












Po rozlokowaniu się, poszliśmy na spacer po Rabce. Bulwar wzdłuż Poniczanki, którym można dojść aż do Parku Zdrojowego, zaczyna się nieopodal Domku.


ktoś tam grał na bębenku




Poli się bardzo spodobał Park Zdrojowy. Chodziliśmy tam codziennie.

Dzień 2

Turbacz - pętla z Obidowej


Wyprawa na Turbacz miała dla nas duże znaczenie. Po pierwsze góra ta ma dla Moniki wartość sentymentalną, ponieważ w dzieciństwie bywała tu wiele razy, gdyż znajomi prowadzili schronisko na Turbaczu. Po drugie należy do Korony Gór Polski i jeszcze paru innych. Jednakże my przez długi czas myśleliśmy, że leży w obrębie Gorczańskiego Parku Narodowego i z tego powodu jest dla nas niedostępne, gdyż do Parku nie wolno wchodzić z psem. Pewnego razu, przez przypadek spostrzegłem jednak, że szczyt Turbacza, schronisko i kilka szlaków do nich prowadzących nie są objęte granicami parku. To stworzyło możliwość zrobienia ładnej pętli, nazbierania kilku szczytów do odznak i zarobienia niema 30 punktów GOT PTTK.



Początek szlaku znajdował się we wsi Obidowa (w jej części zwanej Parzygnatówka), ledwie 20 minut jazdy od naszej bazy.


Zostawiliśmy samochód na całkiem pustym, płatnym (10 PLN) parkingu i ruszyliśmy w kierunku pierwszego szczytu, tj. Bukowiny Obidowskiej.



Szło się w sumie dość przyjemnie jak na pierwszy raz od kwietnia (Paproci nie liczę).




Pojawiły się pierwsze widoki na Turbacz.


Po niezbyt długim czasie docieramy do rozstaju szlaków przy niewybitnym wzniesieniu o nazwie Zbyrcok (985 m.), gdzie konsumowane jest śniadanie. Od tego miejsca wzniesienia, które będziemy pokonywali, nie będą zbyt imponujące aż do podejścia pod schronisko pod Turbaczem.



Po krótkim odpoczynku ruszamy w kierunku szczytu Bukowiny Obidowskiej, dokąd idzie się ok. 15 minut.



Bukowina Obidowska zalicza się do Korony Gorców. Oferuje ciekawe widoki w kierunku południowym.






Po krótki postoju ruszyliśmy w drogę do następnego punktu wycieczki.




Kolejnym zdobytym szczytem było Hrube (1029 m.), które zalicza się do odznaki Tysięczników Karpat i Tysięczników Gór Polskich.


Z Hrubego roztacza się wąski widok na Giewont i Czerwone Wierchy.


Kolejnym celem był Miejski Wierch i Bukowina Miejska. 


Na ich zboczach, tuż przed dołączeniem żółtego szlaku z Nowego Targu, ktoś zrobił kemping.


Przy drogowskazie "Bukowina Miejska" jest kącik pamięci.


Ze znalezieniem szczytu Miejskiego Wierchu mieliśmy problem, bo nie było tabliczki.


mniej więcej w tym miejscu wywinąłem orła

Z okolic Bukowiny Miejskiej (1103 m.), która też nie była oznaczona (a zalicza się do Tysięczników Karpat i Tysięczników Gór Polskich), już dość dobrze było widać Turbacz.



Niebawem nachylenie terenu zaczęło się nieco zwiększać, bo zbliżaliśmy się do końcowego podejścia do schroniska na Turbaczu.


Pojawił się widok na Beskid Żywiecki:


ponad Kotliną Orawsko-Nowotarską widać szczyty Magury Orawskiej i Fatry

Nagle dochodzimy do Kaplicy Matki Bożej Królowej Gorców.




18 grudnia 1944 r. w Gorcach rozbił się amerykański bombowiec B-24 Liberator, który wykonywał misję bojową na okupowaną Polską. Załogę, z wyjątkiem dowódcy, uratowali partyzanci Armii Krajowej. Obok kaplicy znajduje się rzeźba upamiętniająca to zdarzenie.


Nieopodal dołączyły do naszej trasy pozostałe szlaki z okolic Nowego Targu, tj. czarny, zielony i niebieski. Zaczęły się również otwierać widoki w kierunku Jeziora Czorsztyńskiego, Pienin i Magury Spiskiej...


... oraz Tatr Wysokich.


Nadciągali już inni ludzie, więc należało przyśpieszyć.


Zrobiło się jeszcze stromiej.


Ale widoki nam ciągle towarzyszyły.



To już prawie schronisko.


I wreszcie upragniony odpoczynek: szarlotka i żurek. Schronisko PTTK im. Władysława Orkana na Turbaczu położone jest na wysokości 1283 m.n.p.m. Obecne, trzecie schronisko wybudowano w latach 1953-1958. W latach 1986-1996 gospodarzem schroniska była Jan Panasiewicz znajomy Jędrka, Bożeny, Moniki i Karola.


Z tarasu przed schroniskiem rozciąga się się widok na Tatry Wysokie i Bielskie.





Po odpoczynku i zwiedzeniu schroniska, pozostał niewielki spacer w kierunku szczytu Turbacza.


Odcinek nie był zbyt trudny.


Po drodze można było podziwiać Tatry.



Balu ochoczo szedł pod górę.


Dziecko też.


I w końcu Turbacz (1310 m.). Najwyższy szczyt Gorców. Należy do Korony Gór Polski, ale również do Tiary Polskich Gór, Tysięczników Karpat i Gór Polskich, Korony Najwybitniejszych Szczytów Gór Polskich (zwykłej i dużej) i Korony Gorców. 


Ze szczytu widoki są ograniczone lasem. Niemniej jednak kilka lat temu las został częściowo zniszczony przez wichurę, więc widać co nieco. Mniej zainteresowały zwłaszcza widoki w kierunku zachodnim.

na wszystkich wskazanych szczytach byliśmy

Wielki Chocz (1611 m.) - najwyższy szczyt Gór Choczańskich, nasze pierwsze wejście 07.10.2023 

Widoczny z prawej strony Kľak na południowym skraju Małej Fatry Luczańskiej jest odległy od Turbacza o 124 km


Plan dalszej wędrówki obejmował zejście czerwonym szlakiem w kierunku schroniska na Starych Wierchach, ale nie od razu - planowaliśmy w pewnym momencie odbić w prawo nieoznakowaną ścieżką w kierunku Hali Turbacz, w celu zdobycia Czoła Turbacza. Potem mieliśmy kontynuować zejście czerwonym szlakiem do Starych Wierchów.

Po drodze towarzyszyły nam widoki na Beskid Wyspowy...


...i Żywiecki.



























bardzo przypadł mi do gustu rdest wężownik

Z Hali Turbacz rozpościerały się widoki w różne strony.

Babia Góra i Polica


w kierunku Czoła Turbacza

Na szczyt Czoła Turbacza nie było daleko.

końcowe podejście - tzw. Diabelski Kamień


w tle na górze - schronisko na Turbaczu

Czoło Turbacza (1259 m.) - szczyt należący do Tysięczników Karpat i Gór Polskich oraz Korony Gorców. Jest to piąty pod względem wysokości szczyt w Gorcach.



Po zdobyciu Czoła Turbacza wróciliśmy przez Halę Turbacz do czerwonego szlaku.


Towarzyszyły nam niekiedy widoki na Tatry.


Ścieżka była w większości kamienista.




Po drodze zaliczyliśmy jeszcze trzy niepozorne szczyty, które jednak zaliczają się do Tysięczników Karpat i Gór Polskich. Jednym z nich był Obidowiec, który należy również do Korony Gorców. Pozostałe to Rozdziele (1188 m.) i Groniki (1027 m.).


25 maja 1973 r. na Obidowcu miała miejsce katastrofa dwusilnikowego samolotu sanitarnego Let L-200 Morava, który transportował chore dziecko do lotniska w Nowym Targu. Dziecko przeżyło katastrofę.


Z tego miejsca roztaczał się widok na Beskid Wyspowy i Makowski.




Po pewnym czasie doszliśmy do Schronisko PTTK im. Czesława Trybowskiego na Starych Wierchach, które znajduje się na wys. 968 m. Jest to drugie schronisko w tym miejscu, wybudowane w latach 1972-74.


Stąd nie było już daleko do parkingu na Parzygnatówce.

widok na masyw Bukowiny Obidowskiej

Po przejściu około 21 km i sumie podejść 713 m. dotarliśmy około godziny 18 do samochodu. Cała wędrówka z przerwami trwała 9 godzin, ale dała 28 punktów GOT.

Do bazy wróciliśmy nieco okrężną trasą (Zakopianką), odwiedzając po drodze Biedronkę.



Dzień 3

Lubań

Lubań widziany ze schroniska na Turbaczu

Lubań (1211 m.) to najwyższy szczyt Pasma Lubania - wyodrębnionej, południowo-wschodniej części Gorców. Góra oferuje widoki (zwłaszcza dzięki wieży widokowej na szczycie) i daje punkty do licznych odznak.


Wędrówkę postanowiliśmy rozpocząć na przełęczy Snozka, gdzie trzeba było jechać trzy kwadranse przez Nowy Targ.


Przełęcz Snozka (653 m.) w pobliżu wsi Kluszkowce oddziela Gorce od Pienin i znajduje się na niej bezpłatny parking. Można też tam coś zjeść w Zajeździe Zima (płatność gotówką) i kupić góralskie sery.


Kontrowersyjną atrakcją jest położony kilka minut spaceru od parkingu pomnik "Organy" Władysława Hasiora, który powstał w 1966 r. 


Oficjalnie nazywał się do niedawna "Pomnikiem ofiar walk wewnętrznych po II wojnie światowej", a potocznie pomnikiem utrwalaczy władzy ludowej lub UBeliskiem.


Spod pomnika można popatrzeć na Kluszkowce i Babią Górę.


Właściwa trasa przewidywała obejście góry Wdżar i wejście najkrótszą trasą na szczyt Lubania (niebieski szlak), a następnie powrót tą samą drogą.


Tatry zostawiliśmy za plecami.


Organy i Jezioro Czorsztyńskie

Początkowo trasa wiodła po otwartym terenie, co dawało nam się we znaki, bo tego dnia było już bardzo gorąco (około 30 stopni). W dodatku ruszyliśmy późno (około 10) ze względu na długą wędrówkę poprzedniego dnia.

w oddali cel - wieża widokowa na Lubaniu


w tle góra Wdżar (767 m.)

Towarzyszyły nam też widoki na Pieniny.

z lewej - Trzy Korony od mniej atrakcyjnej strony (982 m.)

W końcu dotarliśmy do lasu. Niestety w takiej temperaturze nie dawał zbyt dużego wytchnienia, ale chronił przez lampą na niebie.

ostatni rzut oka na Tatry przed wejściem w zarośla

Zaczęło się też robić bardziej stromo.


Widok pokazał się jeszcze na chwilę. 



Potem już do samego szczytu będzie las.



Najbardziej strony odcinek był przed samym szczytem, od ruin bacówki, gdzie niebieski szlak łączy się z zielonym. Od tego miejsca było również najwięcej ludzi.



Na szczęście nie trwało to zbyt długo i po minięciu studenckiej bazy namiotowej na Lubaniu znaleźliśmy się pod szczytem.


Lubań (1211 m.) został zdobyty za kwadrans pierwsza.




Ludzi było sporo. Głównie jakieś obozy z księżmi, bo to góra papieska. Ale widoki z wieży to rekompensowały.

Widoki na północ:




Mogielica, a poniżej wieś Ochotnica Dolna

Widoki na wschód:


zbliżenie na Pasmo Radziejowej w Beskidzie Sądeckim

Radziejowa (1266 m.) - najwyższy szczyt Beskidu Sądeckiego

Widoki na południe:

Tatry Wysokie ponad Jeziorem Czorsztyńskim

Niedzica - zapora i zamek



grupa Łomnicy

grupa Gerlacha

grupa Wysokiej

Osobita (1687 m.) na północno-zachodnim krańcu Tatr i Wielki Chocz (1611 m.)


Widoki na zachód:


Krywańska Fatra

Beskid Żywiecki

Babia Góra w całej okazałości

Zjedliśmy, odpoczęliśmy i w dość dużym upale ruszyliśmy w dół.


Wkrótce znowu zobaczyliśmy Tatry.


Było dość ciężko.


Ale jakoś się udało. Trwało to wszystko z przerwami około 5 godzin, łącznie przeszliśmy ok. 12 km i 556 m różnicy wysokości, ale dało 17 punktów GOT. 


Przed odjazdem posililiśmy się w Zajeździe Zima (smaczne placki z sosem grzybowym i frytki) oraz kupiliśmy oscypki. 


Ale nie wróciliśmy jeszcze do domu - zaplanowany był objazd Jeziora Czorsztyńskiego i zdobycie punktów do Wagabundy.


Po krótkiej podróży już maszerowaliśmy w kierunku zamku w Czorsztynie.



Niestety nie można było wejść z psem, więc przez przełęcz Osice pojechaliśmy do Niedzicy.


Tu był krótki spacer po zaporze, foty z zamkiem oraz suweniry i lody.




A potem już tylko powrót do domu malowniczymi brzegami Jeziora Czorsztyńskiego.


I jeszcze filmik z jazdy:


Dzień 4

Szczebel

Szczebel na pierwszym planie widziany z Lubonia Wielkiego

Prognozy na 3 lipca 2025 r. przewidywały temperaturę w cieniu 35 stopni Celsjusza. W takiej sytuacji zastanawialiśmy się, czy jest sens gdzieś iść i dokąd. W tym kontekście wróciliśmy do teorii, którą od dawna głosiłem z Moniką, ale trudno było przekonać do niej dwójkę śpiochów - że w góry wychodzi się skoro świt. Postanowiliśmy wcielić go w życie tego dnia, ale wybraliśmy też szlak, który będzie bardziej odpowiedni na taką pogodę (pierwotnie planowaliśmy Policę wraz z kilkoma szczytami w Beskidzie Żywieckim). Takim szlakiem było wejście na Szczebel.

Luboń Wielki i Szczebel (na środku po prawej) z masywu Jasienia

Szczebel (976 m.) to wybitny szczyt w Beskidzie Wyspowym. Jest to góra, która dość długo dominuje nad okolicą, gdy jedzie się Zakopianką w okolicach Stróży i Pcimia. Szczebel należy do Korony Beskidu Wyspowego, Korony Najwybitniejszych Szczytów Karpat Polskich i Korony Najwybitniejszych Szczytów Gór Polskich (zwykłej i dużej).
Najkrótszy szlak prowadzi z przełęczy Glisne, z której wchodziliśmy w 2024 r. na Luboń Wielki. Z tego miejsca postanowiliśmy również wejść na Szczebel.


Przełęcz nie była daleko od naszej bazy. To też zdecydowało o wyborze trasy. Dzięki temu i zmobilizowaniu się do wczesnego wstania z łóżka, mogliśmy zameldować się na starcie kilka minut po siódmej rano. Na miejscu jest prywatny parking za 15 PLN (właściciel mieszka w domu po drugiej stronie głównej ulicy).

w tle Luboń Wielki (1022 m.)

Szlak początkowo prowadził asfaltem.


W słońcu już było gorąco.


Wkrótce jednak szlak wszedł w las.


System hydracyjny sprawdzał się.



Sierść dawał radę.


Pola też.


Słońce próbowało się przebić i było coraz wyżej.


Przed głównym szczytem był najpierw mniejszy.


Ale to już była ostatnia prosta.


Po niecałej półtorej godzinie stanęliśmy na szczycie Szczebla.


Ze szczytu roztaczają się widoki na wschód i północ, czyli w kierunku Beskidu Wyspowego i Makowskiego.


Można usiąść na ławce i kontemplować widoki.


Albo biesiadować przy stole.


Najlepsze widoki rozpościerają się jakieś 150 m od szczytu w kierunku północno-zachodnim (czerwony szlak w kierunku na Lubień) z polany, z której startują paralotnie.


masyw Lubomira (904 m.) w zbliżeniu

zbliżenie na masyw Ciecienia (829 m.) i Wierzbanowskiej Góry (778 m.), wieś w dole to Kasinka Mała



Pola na tle Beskidu Makowskiego

Kraków - Nowa Huta

Parafia Nawiedzenia NMP w Kasince Małej

Niebawem rozpoczęliśmy schodzenie tą samą trasą.


Po wyjściu z lasu podziwialiśmy Luboń Wielki...


...i Gorce.


I już około 10 byliśmy przy aucie, przed nadejściem największego upału. Po drodze nie spotkaliśmy nikogo. Na parkingu nasz samochód również stał sam, więc także nikt nie poszedł na Luboń Wielki.

Do bazy wróciliśmy robiąc kółko wokół Lubonia.


Tego dnia ze względu na pogodę wyszliśmy gdzieś dalej dopiero wieczorem.




Dzień 5

Sałasz i Jaworz

Masyw Jaworza widziany z Mogielicy

Na kolejny dzień prognozy przewidywały burze, deszcz i spadek temperatury o 20 stopni. W związku z tym nie mieliśmy skonkretyzowanego planu i zamierzaliśmy reagować dynamicznie. Prognozy pogody z rozmaitych portali i aplikacji śledzone od samego rana wskazały, że miejscem bez opadów położonym w rozsądnej odległości oraz dającym punkty GOT i coś do odznak, będzie masyw Jaworza w Beskidzie Wyspowym, na wschód od Limanowej.

na horyzoncie masyw Jaworza widziany z Lubania w Gorcach

W masywie znajdują się dwa szczyty należące do Korony Beskidu Wyspowego - Sałasz (909 m.) i Jaworz (918 m.). Jaworz zalicza się też do Korony Najwybitniejszych Szczytów Karpat Polskich i 
Korony Najwybitniejszych Szczytów Gór Polskich (zwykłej i dużej).

Na początek wędrówki wybrałem położone na wysokości ponad 600 m. okolice stacji narciarskiej Limanowa Ski.


Po godzinie drogi mogliśmy rozpocząć wędrówkę. Ze względu na niskie temperatury, nie śpieszyliśmy się i wystartowaliśmy na szlak około godziny dziesiątej.


Niestety okazało się, że prognozy kłamały i tutaj też padało.

masyw Jaworza z okolic naszego parkowiska

widok w kierunku zachodnim na Beskid Wyspowy

Po założeniu odpowiedniego przyodziewku, ruszyliśmy z entuzjazmem ku wyzwaniu.


Po drodze można było oglądać ciekawą architekturę sakralną.


Niebawem weszliśmy w las i dotarliśmy do przełęczy pod Sałaszem.


Od tego miejsca droga stała się bardziej stroma.



Ale wkrótce przestało padać.


Po dotarciu do Sałaszu Zachodniego (869 m.) teren zaczął się wypłaszczać, gdyż odtąd szliśmy grzbietem góry.


Niestety widoków nadal nie było.


Można jednak było podziwiać górski las.



Po jakimś czasie osiągnęliśmy pierwszy cel wyprawy. Jak udało mi się dowiedzieć, sałasz to po prostu gwarowe określenie na szałas. Góra należy do Pasma Łososińskiego Beskidu Wyspowego.


W pobliżu są tajemnicze inskrypcje na drzewie.


Jako że już nie padało od jakiegoś czasu, dalsza trasa była już całkiem komfortowa.


Wtem weszliśmy do lasu, który przypomina bambusowy las Arashiyama w Kyoto w Japonii.


Kawałek dalej można było wąchać kwiatki.


Droga przez długi czas była dość płaska.



Niebawem zaczęło się ostatnie podejście pod szczyt...


...który ostatecznie został zdobyty.


Jaworz jest najwyższym wzniesieniem Pasma Łososińskiego. Kiedyś używano również nazwy Patria. Na szczycie znajduje się zadaszony stolik z ławkami.


Plan przewidywał dojście aż do wieży widokowej na Jaworzu, ale okazało się, że trzeba by było zejść ok. 100 m w dół, a potem wrócić. Zatem zrezygnowaliśmy i wróciliśmy tą samą drogą. Na całej trasie spotkaliśmy tylko jedną grupę kilku osób.


Widoczność zaczęła się poprawiać.

Na horyzoncie Modyń (1029 m.)

W oddali Pieniny

Stromy odcinek pokonywaliśmy już bez opadów. Aczkolwiek pies i tak już był brudny i dopiero wykruszyło się to w samochodzie.


Na przełęczy pod Sałaszem po raz ostatni podziwialiśmy widoki. Ale przebyta trasa nie obfitowała w nie, nawet po ustąpieniu chmur. Jednak sprawdziła się jako szlak na niepogodę i dała 16 punktów GOT.

z lewej Mogielica (1171 m.), z prawej Łopień Środkowy (955 m.)


Wracając, oczywiście zatrzymaliśmy się na obiad w Barze pod Cyckiem na przełęczy Gruszowiec.


Pod wieczór wypogodziło się, więc poszliśmy do naszego ulubionego Parku Zdrojowego w Rabce.



bulwar nad Poniczanką

zachód słońca nad Poniczanką


Dzień 6

Homecoming

W domku mogliśmy być do godziny trzynastej. Ale postanowiliśmy szybko wrócić do domu, żeby wykorzystać jeszcze ładną, sobotnią pogodę. Zwłaszcza że Pola nie odniosła się entuzjastycznie do mojej propozycji, żeby o siódmej rano wyjść w góry i wrócić przed południe ;-)


































Komentarze