Pałac w Klecewie
Długi weekend był okazją, żeby zwiedzić trochę okolice Kwidzyna. I tak oto my, nieustraszeni poszukiwacze przygód, dotarliśmy do Klecewa - wioski w gminie Gardeja, położonej nad Jeziorem Klecewskim (Kucki), gdzie znajduje się XIX-wieczny, neorenesansowy pałac.
Pałac zaprojektowano w manierze francuskiej (cokolwiek to znaczy). Przed wojną mieściła się tu podobno szkoła ewangelicka. Po wojnie zabytkiem gospodarował PGR. Obecnie jest własnością prywatną.
Obeszliśmy pałac i otaczający go park. Poszliśmy między innymi na drugi brzeg jeziora, z którego widać pałac.
Następnie rozpoczęliśmy poszukiwania ciecia, który wpuściłby nas na teren parku, żeby można było wszystko obejrzeć z bliska. Nie udało się, ale w zamian za to znaleźliśmy obniżenie w płocie z drutu kolczastego, który otacza posiadłość ;-)
Po przekroczeniu bariery, spostrzegliśmy, że w naszym kierunku zmierza cieć. Ale już teraz głupio było zapytać się, czy możemy wejść, bo byliśmy już w środku. Pozostało zatem ukryć się przed nim za krzakami. Na szczęście nie dojrzał nas, bo był zajęty swoimi sprawami :-)
Istniało jeszcze jedno zagrożenie - otóż Dziadek, stwierdziwszy, że widział w innym miejscu od strony jeziora dziurę w płocie, udał się w tamtym kierunku. Jeżeli zatem zdołał dostać się tamtędy do parku, prawdopodobnie niedługo pojawiłby się na przeciwko ciecia (wchodząc na górę od strony jeziora - park położony jest na stoku) i z pewnością zacząłby krzyczeć do nas. Puściliśmy się więc biegiem w kierunku jeziora, spotykając po drodze Dziadka, który faktycznie zaczął do nas krzyczeć i o mało nas nie wydał. Potem podeszliśmy do pałacu od brzegu.
Postawiliśmy Dziadka na czatach i postanowiliśmy podejść bliżej pałacu, a nawet wejść do środka. Większość okien była zabita deskami lub okratowana. Na szczęście jedno z okienek było odsłonięte, a szyby brakowało. Tędy dostaliśmy się do podziemia (w środku dopiero zorientowaliśmy się, że podłoga jest niżej niż grunt i może być problem z powrotem - przed wyjściem musiałem przytaszczyć bloczek betonowy na schodek ;-)
Przed eksploracją wnętrza nastąpiło pozdrowienie ludu przez jaśnie wielmożne panie.
Trzeba zaznaczyć, że z tego tarasu widok był niezły.
A w środku? No cóż, nie ma rewelacji. Znaczy się pod kątem stanu wnętrz, bo potencjał jest duży, jeno potrzeba dużo pracy i dutków.
Choć mieścił się tu PGR, podobno aż do jego likwidacji budynek był utrzymywany w dobrym stanie. Potem się pogorszyło, a całe wyposażenie wnętrz zniknęło. Na szczęście zachowały się niektóre dekoracje, jak na przykład sufity.
A teraz zagadka: co to jest? Do wygrania: dowolna fotografia z niniejszego posta z autografem autora ;)
Po wyjściu z pałacu okazało się, że Dziadek dał nogę.
Monia powiedziała, że już go więcej na czatach nie postawi.Ale i tak wyprawa była udana :-)




















Komentarze
Prześlij komentarz